Hejsan!
Szwedzki, zaskoczeni co? ;)
Wiem, wiem, od drugiego maja nie było posta, a przecież powinien się pojawić. Ten tydzień konkretnie mnie zmęczył. Szok, że jeszcze nie pobiłam jakiegoś rekordu niespania. Mimo wszystko każda moja nieobecność tutaj bardzo mnie frustruje. Bo przecież się staram, a nie wychodzi, grr. No dobra, koniec tego marudzenia.
Swoją drogą, to miał być post o stolicy Polski. Chciałam się jakoś porządnie po warszawsku przywitać, więc wpisałam odpowiednie hasła w wyszukiwarkę. Skończyło się na tym, że dowiedziałam się o innym znaczeniu słowa "pajęczyna". Niestety, żadnego charakterystycznego powitania nie znalazłam, ahah. No i okazało się, że nie zrobiłam zdjęcia ślicznej ulotce, a mocno chciałabym ją pokazać. Toteż warszawski post przekładam na inny dzień, ażeby mieć wszystko czego mi do niego potrzeba ;)
A co tam u Was? Czy tylko ja jestem taką ciapą? No i oczywiście- jak matury? :D
Tym razem przedstawiam Wam ananaski. Stworzone pod wpływem impulsu. Podobno przypominają pomarańcze/cytryny w czekoladzie. Mam nadzieję, że jednak coś z ananasa w nich jest ;)
No, a co Wy o nich sądzicie? Ananaski czy nie? :P
Tym razem oddaję Was pod opiekę Meghan Trainor:
